Wargi sromowe bez tabu. Dr Dawid Lisiecki o labioplastyce, komforcie i presji idealnego wyglądu

Dziennikarka redakcji: Panie Doktorze, umówmy się, o „tych” sprawach wciąż mówi się w Polsce szeptem. Tymczasem dane ISAPS pokazują, że liczba zabiegów plastyki warg sromowych na świecie wzrosła w ostatnich latach o ponad 50%. Skąd ten boom? Czy kobiety częściej szukają pomocy z powodu realnego dyskomfortu, czy coraz silniej działa presja idealnego wyglądu?

Dr Dawid Lisiecki:
To nie jest tak, że kobiety nagle przestały lubić swoje ciała. One po prostu coraz częściej przestają godzić się na dyskomfort, o którym kiedyś mówiło się szeptem albo wcale. Ból podczas jazdy na rowerze, otarcia od bielizny, dyskomfort przy sporcie czy współżyciu to są realne problemy, a nie „widzimisię”.

Przez lata wiele pacjentek słyszało: „taka pani uroda”. Dziś świadomość jest większa. Skoro leczymy bolący ząb czy kolano, nie ma powodu, by ignorować brak wygody czy dyskomfort w sferze intymnej. Oczywiście labioplastyka nie powinna wynikać z presji idealnego wyglądu. Ale jeśli są konkretne dolegliwości, dobrze zakwalifikowany i dobrze wykonany zabieg może znacząco poprawić codzienny komfort. W mojej praktyce zdecydowana większość pacjentek mówi po zabiegu o dużej poprawie jakości życia.

Dziennikarka: No właśnie, wspomniał Pan o rowerze. To najczęstszy powód, dla którego pacjentki pukają do Pana drzwi?

Dr Lisiecki: Bardzo częsty. Aktywność fizyczna jak kolarstwo, bieganie, jazda konna to momenty, w których przerost warg sromowych mniejszych daje o sobie znać najbardziej dosadnie. Ale jest też druga strona: psychika. Wstyd przed partnerem, unikanie basenu, a nawet lęk przed wizytą u ginekologa, bo „co on pomyśli”. Często słyszę od kobiet, że dopiero po zabiegu czują, że ich ciało w końcu jest takie jak chciały.

Dziennikarka: Google podpowiada nam dziwne rzeczy. Kobiety wpisują w wyszukiwarkę hasła typu „rodzaje pochwy” albo „rodzaje warg sromowych”, szukając potwierdzenia, czy są „normalne”. Co Pan na to?

Dr Lisiecki: (śmiech) Jako lekarz muszę tu zrobić mały wykład: to, co widzimy w lusterku, to srom, a nie pochwa. Pochwa jest w środku. A co do tej słynnej „normalności” to warto uważać na sformułowanie „najnowsze badania dowodzą”, bo nauka o różnorodności mówi od dawna. Dokładniej: badania pomiarowe i przeglądy pokazują, że zakresy wymiarów są niezwykle szerokie. Długość warg sromowych mniejszych może wahać się od 10 do nawet 80 mm w skrajnych przypadkach. Sama długość bez towarzyszących jej objawów nie jest chorobą. Każda kobieta jest unikalna i nie ma jednego wzorca. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ta różnorodność zaczyna po prostu boleć albo przeszkadzać w codziennym życiu.

Dziennikarka: Podobno u Pana w gabinecie konsultacja trwa minimum 45 minut. Co Pan tam z nimi tyle robi?

Dr Lisiecki: Rozmawiamy. To podstawa. Muszę wiedzieć, z czym pacjentka się zmaga, jaka jest Jej motywacja. To niezwykle istotne abyśmy mieli ten sam cel. Oczekiwania Pacjentki w dużej mierze determinują zakres zabiegu. Ale najważniejszym punktem jest tzw. „wizyta z lusterkiem”. Bierzemy lusterko i razem oglądamy strefy intymne i wargi sromowe. Pokazuję, co technicznie możemy zrobić, a czego nie. To moment, w którym wiele kobiet po raz pierwszy w życiu patrzy na swoją anatomię w sposób świadomy i bez wstydu. Pokazuję też zdjęcia „przed i po” innych pacjentek, oczywiście za ich zgodą, żeby oswoić lęk przed tym, jak to będzie wyglądać po wygojeniu.

Dziennikarka: A sam zabieg? Powiedzmy to wprost: to musi boleć. Przecież to jedno z najbardziej unerwionych miejsc w ciele.

Dr Lisiecki: I tu Panią zaskoczę, gdyż moje pacjentki mówią, że najbardziej bolą ukłucia przy znieczuleniu. Trwa to może po pięć-dziesięć sekund. Potem, dzięki znieczuleniu miejscowemu, pacjentka czuje tylko, że coś się dzieje podczas zabiegu, ale nie czuje żadnego bólu. Używamy noża radiofrekwencyjnego, co sprawia, że krwawienie jest minimalne, a tkanki szybciej się regenerują, ponieważ metoda ta generuje najmniejsze przegrzanie tkanek. Pacjentka wraca do domu tego samego dnia. Pacjentkom z daleka rekomenduję nocleg w Łodzi pierwszego dnia po zabiegu.

Dziennikarka: Rekonwalescencja to pewnie droga przez mękę?

Dr Lisiecki: Bez przesady. Owszem, przez kilka tygodni trzeba na siebie uważać i zapominamy o rowerze, basenie i seksie na około 4 do 6 tygodni. Zawsze powtarzam: po zabiegu jesteśmy w kontakcie, dostaje Pani pakiet pozabiegowy, instrukcję i proszę pytać o wszystko.

Dziennikarka: Na koniec pytanie, czy labioplastyka to zabieg dla każdego?

Dr Lisiecki: Zdecydowanie nie. Co do zasady nie wykonuję jej u osób niepełnoletnich, bo ciało i świadomość seksualna muszą być dojrzałe. Nigdy też nie „podsuwam” pomysłu na zabieg kobiecie, która przyszła na zwykłe badanie i nic jej nie dolega. Labioplastyka ma dać wolność od dyskomfortu i kompleksów, a nie dopasowywać nas do jakiegoś sztucznego ideału z social mediów.

Dziennikarka: Dziękuję za rozmowę, Panie Doktorze. Myślę, że wiele kobiet poczuje teraz ulgę, wiedząc, że to nie wstyd, tylko dbanie o siebie.

Dr Lisiecki: Dziękuję. Pamiętajmy: nasz komfort jest w naszych rękach, a przy wyborze specjalisty najlepiej kierować się jego realnym doświadczaniem, a nie ceną czy liczbą laików w social mediach.