Terapia Johansena – skutki uboczne i możliwe zagrożenia

Terapia Johansena – indywidualna stymulacja słuchu (Johansen IAS) od lat budzi zainteresowanie rodziców dzieci z trudnościami szkolnymi, autyzmem czy zaburzeniami przetwarzania słuchowego. Jednocześnie stosunkowo mało mówi się o skutkach ubocznych, możliwych zagrożeniach i ograniczeniach tej metody. W efekcie wielu rodziców podejmuje decyzję na podstawie entuzjastycznych opisów, a nie chłodnej analizy. Poniżej – spojrzenie na terapię Johansena z perspektywy potencjalnych korzyści, ale przede wszystkim ryzyk, niepewności naukowej i praktycznych dylematów.

Na czym polega terapia Johansena i gdzie pojawia się ryzyko?

Terapia Johansena IAS to forma treningu słuchowego. Dziecko (rzadziej dorosły) słucha w domu, zwykle przez słuchawki, specjalnie dobranych nagrań z muzyką modyfikowaną pod kątem częstotliwości, głośności i kanału (prawe/lewe ucho). Celem jest poprawa centralnego przetwarzania słuchowego, koncentracji, rozumienia mowy w szumie, a nawet funkcji językowych i szkolnych.

Ryzyko nie wynika z samego faktu słuchania muzyki, ale z kilku innych elementów:

  • długotrwałej, powtarzalnej stymulacji bodźcem akustycznym o określonych parametrach,
  • silnego zaangażowania rodziny (czas, pieniądze, oczekiwania),
  • częstego stosowania u dzieci z wieloma współistniejącymi problemami (autyzm, ADHD, epilepsja),
  • ograniczonej liczby solidnych badań naukowych nad skutecznością i bezpieczeństwem.

To właśnie w tych obszarach pojawiają się potencjalne skutki uboczne: od przejściowych dolegliwości po ryzyko opóźnienia innej, lepiej udokumentowanej terapii.

Najczęściej zgłaszane skutki uboczne – co rzeczywiście się dzieje?

W relacjach rodziców i terapeutów pojawia się zbliżony katalog reakcji niepożądanych. Nie zawsze są one groźne, ale wymagają czujności.

Reakcje przeciążenia sensorycznego

Wiele dzieci kierowanych na terapię Johansena to dzieci z nadwrażliwością sensoryczną lub z zaburzeniami integracji sensorycznej. U nich każdy rodzaj intensywnej stymulacji (w tym dźwiękowej) może prowadzić do efektu „przegrzania układu nerwowego”.

W praktyce może to oznaczać:

  • wzrost rozdrażnienia, płaczliwości, agresji lub autoagresji,
  • silniejsze reakcje na zwykłe dźwięki (np. hałas uliczny, odkurzacz),
  • problemy z zasypianiem po odsłuchach, koszmary, częste wybudzenia,
  • wzmożony lęk, niepokój, unikanie słuchawek czy samej terapii.

Część terapeutów interpretuje to jako „reakcję adaptacyjną” – coś w rodzaju kryzysu przed poprawą. Problem w tym, że nie ma twardych danych, które potwierdzałyby, że takie pogorszenie jest konieczne, ani że na pewno prowadzi do długoterminowej korzyści.

Objawy fizyczne i dyskomfort

W opisie terapii często pojawia się zapewnienie o jej łagodnym charakterze. Mimo to część dzieci zgłasza:

  • bóle głowy podczas lub po odsłuchu,
  • zawroty głowy, uczucie „kołysania”,
  • uczucie zatkania uszu, szumy uszne,
  • nudności, sporadycznie wymioty (zwłaszcza przy dłuższych sesjach).

W przypadku dzieci nienadążających z opisem swoich doznań (autyzm, opóźnienie mowy) objawy mogą być widoczne jedynie jako unikanie słuchawek, płacz czy nagłe wyłączanie się. Tu ryzyko polega na tym, że dorośli – zdeterminowani, by „przetrwać etap trudny” – mogą przeoczyć sygnały ostrzegawcze ze strony dziecka.

Silne nasilenie drażliwości, bólów głowy, problemów ze snem lub lęku po rozpoczęciu terapii Johansena nie jest „normalnym etapem”, który trzeba zawsze przeczekać – to sygnał do przerwania stymulacji i konsultacji ze specjalistą.

Grupy podwyższonego ryzyka – kiedy ostrożność powinna być szczególna?

Nie każde dziecko reaguje na terapię tak samo. U pewnych grup ryzyko skutków ubocznych lub pogorszenia funkcjonowania jest istotnie wyższe.

Dzieci z autyzmem, ADHD, nadwrażliwością słuchową

W autyzmie i ADHD często współistnieje zaburzona modulacja bodźców. Mózg ma trudność z filtrowaniem i „dozowaniem” informacji z otoczenia. Wprowadzenie kolejnej, regularnej i intensywnej stymulacji słuchowej może:

  • podbić poziom pobudzenia – dziecko jest „nakręcone”, nie może usiedzieć, ma problemy z koncentracją po odsłuchu,
  • wzmocnić zachowania stereotypowe,
  • nasilić unikanie bodźców (zasłanianie uszu, izolowanie się, wycofanie).

Dodatkowo rodzice tych dzieci są często szczególnie zdeterminowani, by „nie przegapić żadnej szansy”. To sprzyja przedłużaniu terapii mimo widocznych sygnałów, że coś jest nie tak.

Przy wysokiej nadwrażliwości słuchowej (hiperakuzji) – potwierdzonej przez audiologa – intensywny trening słuchowy może utrwalać patologiczne reakcje na dźwięk zamiast je wygaszać. Szczególnie problematyczna bywa zbyt duża głośność lub zbyt szybkie wydłużanie czasu odsłuchu.

Dzieci z padaczką i innymi zaburzeniami neurologicznymi

W przypadku padaczki problem ma dwa poziomy:

  1. Potencjalny efekt samej stymulacji dźwiękowej na próg drgawkowy.
  2. Interakcja z innymi terapiami (np. neurofeedback, farmakoterapia).

Chociaż muzyka sama w sobie rzadko wywołuje napady, to u dzieci z niskim progiem drgawkowym zmiany w rytmie, głośności, a nawet rodzaj bodźca (stereofoniczne, z modulacją częstotliwości) mogą teoretycznie działać prodrgawkowo. Brakuje badań, które jednoznacznie oceniłyby bezpieczeństwo terapii Johansena w tej grupie.

W zaburzeniach neurologicznych (np. mózgowe porażenie dziecięce, uszkodzenia okołoporodowe) dochodzi problem z przewidywalnością reakcji – trudno ocenić, jak układ nerwowy zareaguje na dodatkową stymulację. Dlatego wskazana jest:

  • konsultacja neurologa przed rozpoczęciem,
  • monitorowanie zachowania dziecka w pierwszych tygodniach,
  • niski próg do przerwania terapii przy niepokojących objawach.

Ryzyka pośrednie: utracony czas, koszty i fałszywe nadzieje

Nie każde zagrożenie jest widoczne wprost jako ból głowy czy płacz po odsłuchu. Istnieje cały zestaw ryzyk pośrednich, które uderzają w rodzinę i proces terapii dziecka bardziej subtelnie, ale długofalowo.

Po pierwsze – efekt wypierania innych terapii. Rodzina ma ograniczony zasób czasu, energii i pieniędzy. Jeśli spora część tego zasobu zostaje „zainwestowana” w Johansen IAS, często siłą rzeczy mniej zostaje na:

  • intensywną terapię logopedyczną,
  • trening funkcji wykonawczych,
  • pracę nad kompetencjami społecznymi,
  • klasyczne metody wspierania czytania, pisania czy koncentracji.

Po drugie – fałszywe poczucie „dziania się terapii”. Codzienny rytuał odsłuchów daje wrażenie, że dziecko jest intensywnie rehabilitowane. Łatwo wtedy uznać, że jeśli efekty nie są widoczne, trzeba „jeszcze poczekać” lub „wzmocnić odsłuchy”, zamiast przeanalizować, czy obrany kierunek jest jakkolwiek skuteczny.

Największym, a najmniej widocznym skutkiem ubocznym terapii Johansena może być utracony czas – okres kilku–kilkunastu miesięcy, w którym można było prowadzić metody o lepiej udokumentowanej skuteczności.

Po trzecie – obciążenie relacji w rodzinie. Codzienne pilnowanie odsłuchów bywa źródłem konfliktów: dziecko odmawia, rodzic naciska, pojawiają się kary, nagrody, napięcie. W efekcie to, co miało wspierać rozwój, staje się dodatkowym polem walki, szczególnie gdy efekty są słabo widoczne.

Co mówi nauka, a czego nie mówi – problem braku solidnych dowodów

Istotnym „zagrożeniem systemowym” wokół terapii Johansena jest uboga baza badań naukowych. Dostępne są głównie:

  • opisy przypadków i małe serie kliniczne,
  • badania bez grupy kontrolnej lub z mało przejrzystą metodologią,
  • materiały promocyjne powiązane z twórcami lub szkoleniowcami metody.

Konsekwencje są dwojakie. Po pierwsze – trudno oszacować realną skuteczność w różnych grupach (dysleksja, CAPD, autyzm itd.). Po drugie – jeszcze trudniej wiarygodnie ocenić bezpieczeństwo, szczególnie długoterminowe. Brak dużych badań to nie to samo co udowodnione bezpieczeństwo – oznacza raczej, że część rzadkich skutków ubocznych może po prostu nie być wychwycona.

W badaniach nad terapiami nielekowymi często działa efekt placebo i efekt oczekiwań rodzica oraz terapeuty. Dziecko jest intensywniej obserwowane, rodzic więcej ćwiczy z nim przy okazji, lepiej organizuje dzień – i część poprawy może wynikać z tych zmian, a nie z samej stymulacji słuchowej. Bez porządnych badań kontrolowanych nie da się tego oddzielić.

Dodatkowo trudno znaleźć niezależne opracowania krytyczne – większość publikacji pochodzi z kręgu osób związanych z metodą. To zawsze powinno uruchamiać „czerwone światło” krytycznego myślenia.

Jak minimalizować ryzyko i rozsądnie podejmować decyzję?

Pełne wyeliminowanie ryzyka nie jest możliwe, ale można je znacząco ograniczyć. Składa się na to kilka kroków przed i w trakcie terapii.

1. Szczegółowa diagnoza przed terapią
Wskazane jest, by przed rozpoczęciem Johansen IAS dziecko było ocenione przez:

  • audiologa/foniatrę – w kierunku zaburzeń słuchu, hiperakuzji, CAPD,
  • neurologa – przy napadach, niepokojących objawach neurologicznych,
  • psychologa/psychoterapeutę – jeśli występują silne lęki, zaburzenia nastroju.

Nie wolno traktować terapii Johansena jako „pierwszej linii” bez uprzedniego zrozumienia, z czym dziecko realnie się zmaga.

2. Ostrożne włączanie i monitorowanie
Bezpieczniejsze jest zaczynanie od krótszych sesji, mniejszej głośności i uważne obserwowanie zmian w zachowaniu, śnie, apetycie, reakcjach na inne bodźce. W razie wątpliwości warto dokumentować:

  • co konkretnie się zmieniło (np. więcej wybuchów złości, trudności z zasypianiem),
  • od kiedy (czy zbieżne w czasie z włączeniem odsłuchów),
  • czy objawy ustępują po przerwie w terapii.

3. Jasne kryteria przerwania terapii
Zamiast „ciągnąć, bo może za miesiąc zadziała”, warto na starcie ustalić z terapeutą konkretne kryteria:

  • po jakim czasie oczekiwana jest zauważalna, choćby niewielka poprawa,
  • jakie objawy są sygnałem do natychmiastowego przerwania (np. napady, silny regres funkcjonowania, utrzymujące się bezsenność i lęki),
  • kiedy należy zrobić przerwę i zweryfikować plan terapii.

4. Traktowanie Johansen IAS jako dodatku, a nie fundamentu
Rozsądniejszym podejściem jest włączanie terapii Johansena jako potencjalnie wspierającej, ale nie rezygnowanie z:

  • logopedii,
  • terapii pedagogicznej,
  • pracy nad funkcjami poznawczymi,
  • interwencji psychologicznych i behawioralnych.

Jeśli terapia słuchowa zaczyna „pożerać” czas i środki kosztem metod o silniejszym zapleczu naukowym, balans ryzyka i korzyści przestaje być korzystny.

5. Konsultacja ze specjalistami spoza „bańki” metody
Dobrą praktyką jest omawianie pomysłu wprowadzenia Johansen IAS z osobami, które nie są finansowo czy zawodowo związane z tą metodą: lekarzem prowadzącym, psychologiem, pedagogiem. Ich perspektywa bywa mniej entuzjastyczna, ale zwykle bardziej wyważona.

Przy jakichkolwiek nasilonych objawach zdrowotnych, gwałtownej zmianie zachowania czy podejrzeniu napadów zawsze konieczna jest pilna konsultacja lekarska, a nie tylko rozmowa z terapeutą prowadzącym terapię słuchową.

Podsumowując: terapia Johansena nie jest z definicji „zła” ani „niebezpieczna”, ale jest obciążona istotną niepewnością – zarówno co do skuteczności, jak i profilu bezpieczeństwa, zwłaszcza u dzieci z złożonymi problemami rozwojowymi. Świadoma decyzja wymaga chłodnej analizy, a nie tylko nadziei, że „może akurat pomoże”.